Doceniając niedocenione – Buldog zagrał we Wrocławiu

klaptocz1

Jest w Polsce zespół, który istnieje już niemal 10 lat, i pomimo tego, że grają w nim pierwszoligowi muzycy z naszego kraju, nie może odnieść większego sukcesu. Buldog, bo o tym bandzie mowa, zagrał w piątek w Łykendzie pozostawiając po sobie ogromne pokłady pozytywnych wrażeń.


Zanim przejdę do samej relacji, jestem winien czytelnikom krótką notatkę na temat bohaterów tego tekstu. Buldog jest zespołem nieco pokrzywdzonym. Dlaczego? Otóż na początku jego liderem był Kazik Staszewski, postać o niepodważalnym autorytecie na naszym rynku muzycznym. Po jego odejściu grupa miała nie lada orzech do zgryzienia, bowiem trzeba było załatać dziurę po Kaziku i zbudować bazę fanów praktycznie od nowa.

Ostatecznie na wokalu wylądował dysponujący nietuzinkowym głosem Tomek Kłaptocz, znany wcześniej z zespołu Akurat. Jest on jednym z nielicznych artystów w Polsce, który śpiewając faktycznie śpiewa! I o ile dzięki tej zmianie jakość muzyki jaką tworzy Buldog bez dwóch zdań wzrosła, tak niestety nie przekłada się to na ich popularność. Czy jest to spowodowane tym, że panowie interpretują głównie teksty Tuwima, Staffa lub Asnyka, czy głuchotą naszego społeczeństwa, nie mnie oceniać.

DSC_0075 (Kopiowanie)

fot. Maria Sawicka

 

Koncert w Łykendzie rozpoczął się parę chwil po godzinie dwudziestej. Zespół wszedł na scenę z „Chrystusem Miasta”, „Modlitwą” za rzeczy oraz „Nędzą”, i już po tych trzech kawałakach było wiadomo, że panowie z Buldoga do samego końca utrzymają wysoki poziom, z jakim rozpoczęli piątkowy występ. Dawno nie widziałem we Wrocławiu zespołu, który z taką werwą i chęcią podszedł do koncertu. Licznie zgromadzona publiczność z pewnością nie żałowała wydanych na bilet pieniędzy.

Przez niemal dwie godziny swojego występu Buldog zagrał kilkanaście kompozycji z całego swojego dorobku. Był „Ostry Erotyk”, „Prośba”, „Venus” i „Niczyj Tuwima” a także „Jeżeli jest” Osieckiej. Usłyszeliśmy też autorskie teksty Kłaptocza takie jak „Do przodu tylko do przodu”, „Piosenkę o Bośni” czy też „Miłość, Kości i Skóra”. Nie zabrakło również utworów najstarszych, które a śpiewał jeszcze Kazik, np. „Będziesz z nami”.

Szczyt szczytów zespół wraz z publicznością osiągnął na sam koniec. „Do generałów” i „Do Prostego Człowieka” odśpiewał z Buldogiem cały Łykend w taki sposób, że do tej pory ciarki przechodzą mi od czubka głowy po same lędźwie.

fot. Maria Sawicka

fot. Maria Sawicka

Podsumowując, na koncercie Buldoga w piątek warto było być. Jak do tej pory był to chyba najlepszy występ tej grupy we Wrocławiu. Kłaptocz, który na żywo brzmi niemal jak w studio, Wieteska szalejący na basie, Swędara na perkusji wraz z resztą zespołu stworzyli niezapomniane widowisko. Publiczność nie pozostała dłużna i okrzykom „Buldog! Buldog!” nie było końca. Mam cichą nadzieję, że następnym razem, kiedy panowie zawitają do Wrocławia, Łykend okaże się za mały.

Jedna myśl nt. „Doceniając niedocenione – Buldog zagrał we Wrocławiu

  1. Pingback: BULDOG – nadchodzące koncerty oraz głosowanie! | Muzycznakultura.pl – Muzyczna Kultura – Portal z dobrymi materiałami muzycznymi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*